Hackathon* – fabryka jednorożców czy bal startupowych debiutantów?

Startup Weekend Warsaw, Luty 2011
Startup Weekend Warsaw, Luty 2011 Photo by Marek Stępniowski
Istnieje mit o zakładaniu startupu w 48h. Zapisujesz się na hackathon, zbierasz drużynę, a po nieprzespanym weekendzie jesteś gotowy na podbój rynku! Jest w tym ziarno prawdy.

Moja droga do świata startupów też zaczęła się od hackathonu – po dłuższej dyskusji w metrze z Brooklynu na Manhattan przyznał Michał Łyczek. ­– Nie mówię, że to nie ma sensu. To było świetne pierwsze doświadczenie. Tylko to nie jest najbardziej efektywny sposób na budowanie firmy.



Listopad 2011, Warszawa – drugi Startup Weekend w Warszawie. Mój pierwszy hackathon w ogóle. Nie wiedziałam, czym się różni Java od JavaScriptu, nie wiedziałam, kim jest Edward Tufte, a bussines plan ostatni raz tworzyłam na zajęciach z przedsiębiorczości w szkole. Pomimo tego chciałam wziąć udział w hackathonie. Najlepszym sposobem było wystąpienie z własnym pomysłem. W tym czasie dostałam się na studia doktoranckie w IS UW i byłam przekonana, że napiszę pracę na temat fenomenu geeków. Pomysł na startup przyszedł w pociągu, parę tygodni przed eventem – stworzę wyszukiwarkę geekowych T-shirtów. Witryna, która wygląda jak sklep, a w rzeczywistości jest agregatorem specyficznego typu produktów z całego świata. Taagshirts – jedno miejsce, w którym możesz znaleźć „je wszystkie”!

Startup Weekend – Mój minutowy pitch nie został wybrany przez sędziów jako warty rozwijania podczas hackathonu, ale nikt nie zabronił mi nad nim pracować. Zebrałam pierwszy zespół – Magda Wójcik jako programistka, Janek Kłosowski – zdalnie z Krakowa, frontend, Andrea Balázsová – marketing i finałowy pitch, Helena Pryłowska – logo. Projekt wspierali też Michał Parkoła i Patryk Zoltowski. Ja zajmowałam się modelem biznesowym i wizją. Sam event był świetną przygodą – intensywny, dobry czas. Dyskusje toczące się w nocy. Długie ćwiczenie końcowych slajdów. Bardzo dobry after party w Planie B.

Bez wchodzenia w szczegóły – projekt przetrwał jakieś pół roku. Nigdy nie przerodził się w zarabiający serwis. Startup Weekend dał mi jednak dwie niesamowite rzeczy – nowe kontakty i przekonanie, że mogę. Networking, networking i jeszcze raz networking. Szczególnie na początku, szczególnie w fazie „mam pomysł”. W trakcie hackathonu masz pretekst do rozmowy – twój projekt, startup. Mentorzy, programiści, graficy, marketingowcy – ludzie lubią czuć się przydatni, mądrzy i potrzebni. Lubią doradzać. Część z rad, sugestii, które usłyszysz, będzie bardzo cenna, część natomiast pokaże ci drogi, którymi nie chcesz iść lub które już znasz. To może być też początek świetnej relacji biznesowej lub/i koleżeńskiej.

Przekonanie, że mogę – nawet jeżeli czegoś nie wiem, mogę się tego nauczyć, wyszukać, dowiedzieć. Dobry hackathon pomoże ci dowiedzieć się, czego nie wiesz, a powinieneś, i gdzie szukać – strony, grupy, eventy, konkretni specjaliści.

Czyli hackathon jest dla początkujących? Co z budowaniem startupów, które przyniosą miliardy i zmienią świat, który znamy?

Jak powiedział jeden z moich znajomych pracujący w UN – Jeżeli chcę zbudować produkt, to wynajmuję dobry zespół, jeżeli chcę włączyć ludzi do działania – pobudzić społeczność, „zarazić“ ideą – organizuję hackathon.

Irene Ryabaya i Diana Murakhovskaya, założycielki Monarq, obok swojego startupu stworzyły w Nowym Jorku She Hacks – hackathon dla kobiet, połączony z miniwersją bootcampu/„akceleratora po godzinach”. Rozwiązanie dla tych, którzy chcą spróbować założyć startup bez rzucania obecnej pracy czy innych obowiązków. Hackathon, w tej klasycznej dwudniowej formie z pitchami na początku i końcu, wyłonieniem zwycięskich zespołów – jest punktem kulminacyjnym.

She Hacks mierzy się z wieloma tradycyjnymi problemami, które napotykają projekty chcące przekształcić się w firmę po hackathonie:

CZAS – tradycyjny hackathon trwa 48 godzin bez przerwy, potem na piwo i rozchodzimy się do domów. W przypadku She Hacks sam hackathon zajmuje weekend od piątku wieczorem (bez nocy), ale nauka technologii w postaci konsultacji, eventów networkingowych, miniwarsztatów trwa na miesiące przed hackathonem i po nim.

ZESPÓŁ – nie ma ludzi z „łapanki”. Nie decydujesz, kto jest w zespole, po kilku minutach rozmowy. Zespoły są dobierane na kilka tygodni przed hackathonem przez organizatorki. W każdym zespole jest co najmniej jedna programistka, designer, SFO. Dzięki temu możesz mieć o wiele większą pewność co do umiejętności i możliwości zespołu. Członkowie zespołu poznają się i mogą zacząć pracować na kilka tygodni przed eventem.

TEMAT – nie każdy temat przechodzi. O tym decydują organizatorki. Jeżeli temat jest ewidentnie zbyt wtórny, nie jest projektem technologicznym czy jest nierealny w realizacji – nie dostanie zielonego światła. Osoba, która go zaproponowała, może dołączyć do któregoś z zespołów.

MENTORING – nie tylko w trakcie hackathonu, ale też w trakcie różnych eventów przed hackathonem i po nim. Technologie, przemawianie publiczne przed inwestorami, narzędzia do komunikacji i zarządzania zespołem – to wszystko jest częścią programu She Hacks.

NAGRODY – w trakcie wielu hackathonów nagrody dyktują sponsorzy, tak że na początku hackathonu wiadomo, że projekt A dostanie nagrodę od firmy X, z prostego powodu – używa ich technologii. W She Hacks nagrody są przyznawane ogólnie dla zwycięzców, nie ma oddzielnych nagród od konkretnego sponsora. Co więcej, mają sens dla większości startupów – np. miejsce w cloudzie, konsultacje prawnicze, rozmowa z jednym z top inwestorów, bon na reklamę. Wspomagają rozwój potencjalnego startupu.

Christine Moy, zwyciężczyni drugiej edycji She Hacks NYC, zaczęła pracę nad swoim startupem The Babyhood w czerwcu 2015 roku. Jako wicedyrektor w jednej z wiodących firm finansowych w NYC miała zmierzyć się z nową rolą – byciem mamą. Z własnych potrzeb zaczęła organizować spotkania dla młodych i przyszłych mam w swojej okolicy. Zainteresowanie w obrębie paru bloków na górnym Manhattanie było duże. W kilka tygodni udało jej się zebrać ok. 150 osób. Zwykła lista mailingowa przestała wystarczać. Tak zaczął rodzić się pomysł na startup – Uber dla przyszłych i młodych mam, przez który, w czasie rzeczywistym możesz znaleźć w twoim sąsiedztwie osobę do rozmowy, wymiany doświadczeń.

The Babyhood jako pomysł dostało się na jesienną edycję She Hacks. Razem z She Hacks Christine zbudowała zespół. Na dwa tygodnie przed hackathonem, podczas jednego ze spotkań oznajmiła: WE ARE GOING TO WIN!

Dla Christine wygranie hackathonu było celem samym w sobie – furtką otwierającą kolejne możliwości. Wykrystalizowanie i operacjonalizacja pomysłu, tworzenie wersji beta, pozyskanie inwestora – to ma nastąpić potem. Na potrzeby hackathonu zespół skupił się na mockapach, marketingu i finałowej prezentacji. Prawdziwa startupowa przygoda zaczęła się dopiero po evencie. W tym momencie Babyhood jest już oficjalnie firmą. Christine i jej zespół pracują nad wersją beta. Plan na 2016 rok to wypuścić i przetestować pierwszą wersję usługi.

Jak podkreślają Diana i Irene z Monarq, głównym celem She Hacks nie jest tworzenie startupów samych w sobie. Nadal ulepszają formułę – pracują nad wymaganiem pozyskania pierwszych klientów w czasie hackathonu, poszerzają listę mentorów i firm, z którymi współpracują. To nie jest i nigdy nie miał być akcelerator. Głównym celem jest tworzenie warunków do wymiany wiedzy biznesowej i technologicznej, zdobywania doświadczenia.

Czy Babyhood będzie kolejnym unikornem? Na pewno wpisuje się w coraz ważniejszy i przyciągający duży kapitał trend tworzenia produktów i usług przez kobiety, dla kobiet.

Trzymam kciuki – zarówno za Babyhood, jak i She Hacks!


* Hackathon – Istnieje wiele definicji i rodzajów hackathonów. Niniejszy blog post zakłada, że hackathon to 24-, 48- lub 54-godzinny event, podczas którego grupy ludzi zebrane w zespoły, razem z mentorami pracują nad konkretnymi projektami technologicznymi. Najlepszy według sędziów projekt otrzymuje nagrody i rozgłos medialny.

Do najbardziej znanych marek hackathonów organizowanych na całym świecie należą Startup Weekend, Angel Hack, Techcrunch Disrupt, StartupBus. W Polsce istnieją rozmaite lokalne hackathony, takie jak HackWaw czy AGHacks.

Oddzielnym tematem są hackathony organizowane na rzecz NGO, organizacji charytatywnych czy szeroko rozumianego dobra publicznego. W tym przypadku zespoły pracują nad mniejszymi i większymi rozwiązaniami, które mogą znaleźć zastosowanie w danej fundacji, firmie czy organizacji. Pomóc konkretnej grupie ludzi, ułatwić dostęp do istotnych informacji. Bardzo często celem jest bardziej efektywne użycie open data, praca na rzecz open government czy polepszenia jakości życia w konkretnym mieście. Przykładami tego typu hackathonów są WAWCODE (Warszawa, 27-28 lutego 2016), Open Data Hackathon, UNFPA “HackforYouth” Hackathon i wiele innych w Polsce i na całym świecie.

W Stanach hackathonami nazywa się również „hack nights”, czyli luźne spotkania grup ludzi skupionych wokół danej technologii czy tematu, podczas których każdy uczestnik może pracować nad dowolnym projektem. Całość ma formę co-workingu połączonego ze spotkaniem towarzyskim.

Dobre Praktyki:
1. Chyba najlepszy ogólny poradnik, jak zorganizować hackathon nastawiony na rozwiązywanie problemów, jaki znalazłam. Nota bene bardzo dobry poradnik organizacji eventów w ogóle:
Joshua Tauberer https://hackathon.guide/
2. Bardzo dobre studium przypadku, dużo szczegółowych porad dotyczących przygotowania hackathonu
Laurenellen McCann https://medium.com/@elle_mccann/so-you-think-you-want-to-run-a-hackathon-think-again-f96cd7df246a#.s084o9s0w


Duże zbiory danych do wykorzystania w trakcie hackathonu:

1. UN http://data.un.org/
2. The World Bank http://data.worldbank.org/
3. Engage (Europejska wyszukiwarka open data) http://www.engagedata.eu/

Specjalne podziękowania za korektę należą się Basi Milanowskiej.
Trwa ładowanie komentarzy...